Passé composé jest trochę jak spotkanie z bliskimi przyjaciółmi. Niby wszystko wygląda prosto: mamy czasownik posiłkowy i participe passé, czyli na przykład j’ai mangé, elle est partie, nous avons parlé. Dwa elementy czasownikowe tworzą razem orzeczenie i bardzo lubią być blisko siebie. Dla polskich uczniów problem zaczyna się jednak w momencie, w którym do tego przytulonego duetu próbują dosiąść się kolejni goście. A francuski, w przeciwieństwie do polskiego, bardzo pilnuje miejsc przy stole.
Nie możesz usiąść tam, gdzie chcesz
W języku polskim szyk zdania jest dość elastyczny. Możemy przestawiać elementy, bo końcówki gramatyczne i tak pomagają zrozumieć sens zdania. Francuski działa inaczej, tam kolejność słów jest dużo bardziej rygorystyczna i, mimo chęci buntu, musimy się jej podporządkować. I właśnie dlatego passé composé bywa dla Polaków tak zdradliwe. Sam czas jest przecież konstrukcją złożoną z dwóch części: odmienionego czasownika posiłkowego avoir albo être oraz participe passé. Problem polega na tym, że francuski uwielbia wciskać różne elementy dokładnie pomiędzy te dwa składniki.
Negacja najpierw szuka czasownika posiłkowego
Najlepszym przykładem jest przeczenie. Polski uczeń bardzo często instynktownie chce powiedzieć coś w rodzaju je ne ai vu pas, bo dla niego najważniejszy jest główny sensownik, czyli „widzieć”. Tymczasem po francusku przeczenie obejmuje przede wszystkim czasownik posiłkowy. To właśnie on staje się centrum całej konstrukcji, bowiem przeczenie przytula être lub avoir z dwóch stron. Poprawna wersja przeczenia, to zatem: Je n’ai pas vu.
Jednak, jak na każdej szanującej się francuskiej imprezie, muszą znaleźć się goście, którzy mają za nic konwenanse i grają według własnych zasad. To właśnie personne (nikt) oraz nulle part (nigdzie) – gramatyczni buntownicy i indywidualiści, którzy gardzą ciepłą posadką obok czasownika posiłkowego. Podczas gdy całe zdanie trzyma się w ryzach, oni ostentacyjnie maszerują na sam koniec, stając dumnie dopiero za participe passé, jakby chcieli powiedzieć: „nasza obecność jest zbyt ważna, by upychać nas w środku zdania”.
Można by pomyśleć, że to zwykłe spóźnialstwo, ale we francuskiej składni to czysty manifest, bo choć powiesz Je n’ai pas vu…, to gdy w grę wchodzi prawdziwy dramat, usłyszysz: Je n’ai vu personne ! (Nie widziałem nikogo!) lub Je n’ai été nulle part ! (Nigdzie nie byłem!). To tacy goście, którzy nie wychodzą z imprezy w połowie, ale zostają do samego końca, żeby upewnić się, że to ich słowo będzie tym ostatnim.
Przysłówki to prawdziwe przylepy
Podobnie dzieje się z przysłówkami. Dla Polaka naturalne byłoby raczej powiedzenie j’ai mangé déjà, bo w polskim przysłówki mają dużą swobodę przemieszczania się. Tymczasem poprawny szyk zdania francuskiego to j’ai déjà mangé. Dla nas brzmi to czasem nieinstynktownie, bo wygląda tak, jakby ktoś wszedł między dwie części jednego czasownika i usiadł dokładnie pośrodku kanapy, jednak w passé composé przysłówki krótkie zawsze umieszczamy po odmienionym czasowniku posiłkowym, a przed participe passé (J’ai souvent voyagé, j’ai toujours aimé Pierre, il a déja vu cette série).
Jedynie dłuższe przysłówki, te zakończone na -ment, stoją po participé passé (Il a parlé lentement, on a mangé rapidement), musimy więc mieć to na uwadze podczas wybierania miejsc dla naszych gości. Możemy więc powiedzieć, że krótkie przysłówki przesiadają się w czasie przeszłym względem kolejności w czasie teraźniejszym (J’aime bien vs J’ai bien aimé).
Ustawianie krzeseł: zaimki COD, COI, y i en
A potem robi się jeszcze ciekawiej, bo na imprezę przychodzą nowi goście: zaimki COD (me, te, le…), COI (me, te, lui, leur…), y i en. I wtedy zaczyna się prawdziwe ustawianie krzeseł. Po polsku możemy powiedzieć „dałem mu to”, „to mu dałem”, „jem ich dużo”, „pojechałem tam” i szyk nadal pozostanie dość elastyczny. Francuski natomiast ma bardzo sztywny sposób sadzania gości przy stole. Wszystkie te małe zaimki chcą siedzieć przed czasownikiem posiłkowym, i to w określonej kolejności. Il me l’a donné (on mi to dał), je l’y ai vu (widziałam/łem go tam) czy je t’en ai déjà parlé (mówiłem/łam ci już o tym) – jeżeli przestawimy kolejność elementów w zdaniu z zaimkami, jego znaczenie przestanie być jasne dla naszych rozmówców.
Zjedzone i niedojedzone pauzy, litery, końcówki
Do tego dochodzi wymowa, która w passé composé potrafi być wyjątkowo zdradliwa dla Polaków. Polski jest językiem stosunkowo wyraźnym fonetycznie, większość głosek słyszymy dość wyraźnie. Francuski natomiast uwielbia połykać dźwięki i sklejać wyrazy. Zdanie je ne l’ai pas vu w naturalnej wymowie zamienia się niemal w jeden ciąg dźwięków – „jenel’aipasvu” – nie robimy wyraźnych przerw między wyrazami. Tutaj dobrą strategią jest zapamiętanie typowych, często powtarzanych krótkich zdań, żeby wyrobić w sobie dobry nawyk wymowy. Warto zapamiętać np.: J’en ai eu un – “Żą-ne-iu-ę” (Miałem/łam jeden), Il y en a eu – “I-ją-na-iu” (Było ich trochę) czy On ne le lui a pas dit – “O-nle-lyi-a-pa-di” (Nie powiedzieliśmy mu/jej tego). W ten sposób szybciej nabierzesz płynności i pewności.
Logika bliskości
Właśnie dlatego passé composé nierzadko wydaje się Polakom chaotyczne. Tak naprawdę jednak francuski jest niezwykle logiczny – rządzi nim logika bliskości. Czasownik posiłkowy lubi przytulać przeczenie, przysłówki i zaimki. Participe passé stoi trochę dalej, cierpliwie czekając na swoją kolej. A wszystkie małe elementy zdania muszą bardzo dokładnie wiedzieć, gdzie jest ich miejsce przy stole. Kiedy wszyscy zasiądą na swoich miejscach, czeka nas prawdziwa uczta.
Dlatego też, tak ważne są ciągłe powroty do passé composé na każdym poziomie wtajemniczenia językowego. Przy każdym powrocie, zwracamy uwagę na coś innego, aż sami staniemy się mistrzami i mistrzyniami sadzania gramatycznych gości tam, gdzie będą się czuli najlepiej.


